Wstęp do “Break the Boundaries”

Zanim zacznę, Comette pamiętaj, nie przesadzaj z nektarem bo spłoniesz albo będziesz córką Dionizosa.  A, i ja będę czytała wszystko co wstawisz BFF-ciu. Aaaaaa i jak kwarantanna się skończy to… o mój pies zrobił słodką pozycję. Już piszę wstęp. To drugi wstęp. Ale ten jest ważniejszy. 

W pokoju rozbrzmiał dzwon. Istwan wystraszony zerwał się z łóżka. Dopiero drugi raz słyszał ten dźwięk, wiedział, że coś musi być nie w porządku.  Ostatnio dzwon rozbrzmiewał podczas przyjęcia adoptowanego brata. Szybko ubrał się w ubranie godne księcia każdego szanownego się królestwa. Gdy doszedł do dziedzińca, ojciec rozmawiał z przywódcami wojska królewskiego. 

– Nie… to nie może być prawda.

– Ależ Panie, tak odnieśli nam zawiadowcy.

– Dajcie mi czas na podjęcie decyzji o postępach. Odejdźcie.

Obrócił się a Istwan nie mógł uwierzyć w to co widział. Na jego twarzy malowało się rozczarowanie, smutek i przejęcie. To był pierwszy taki raz odkąd pamiętał. Czy coś zrobił źle? Włosy przyklapnęły mu w biegu? Zapomniał wianu? Co jeszcze mógł zrobić? Jednak, w spojrzeniu ojca było coś jeszcze, coś czego chłopak nie znał. To była duma ojca, że jego syn wyrasta na dobrego władcę. 

– Synu, chodźmy na ubocze. 

– Oczywiście ojcze. 

Posłusznie poszedł za królem do ogrodów. Przystanęli obok największej rabaty z kwiatami. Po chwili ojciec wyjął coś z kieszeni. Obrócił się i szybkim ruchem wcisnął to do ręki Istwana.

– Nie otwieraj tego póki nie przyjdzie czas, to bardzo ważne.

– Ale skąd będę wiedział, że to jest właściwy moment?

– Poczujesz to, będziesz wiedział. Jesteś jedyną osobą której to się uda, wykonaj tę misję, ocal nasz ród.

– Ja-jaką misję?

– Musisz udać się do dębu pojednania. Dalej sam zdecydujesz co robić, to nie jest próba. A teraz biegnij do stajni, osiodłaj najlepszego konia.

– Casseie?

– Nie, weź mojego. Weź Konkere, będzie Ci dobrze służył. 

Konkere, rumak który wygrał już prawie każdy turniej. Teraz będzie służył w drodze, jeszcze nikogo nie spotkało takie szczęście.

– Dobrze ojcze, już idę go siodłać. 

Istwan skłonił się lekko i odbiegł w stronę stajni. Tak nakazywała królewska etykieta, odchodząc od króla musisz się ukłonić. Gdy był już za rogiem, król poczuł, że jego syn będzie kiedyś zapisany w historii.

– Powodzenia… Istwanie. 

Okay! To znów ja! Jest jeszcze informacja którą odkryłam dopiero dziś, jak pamiętacie wczoraj napisałam, że możliwe iż będzie wakacyjny dziennik z Obozu Herosów w Kulce na mazurach. Jednak, nie będzie on prowadzony przeze mnie, tylko dam wam link do strony Szarpie Travel (oni to organizują) i tam są zamieszczane opisy dni na koloniach, znajdziecie też zdjęcia. Będzie to link bezpośrednio do bloga, razem z zamieszczeniem napiszę wam, w kogo grupie będę. Np. Obóz Herosów p. Marysia.  Nie wiem z kim będę. Pewnie nie będzie tam mojego boskiego ojczulka Hadesa, a jak nie będzie to powiem, że jestem od nie wiem, Apolla, Nemezis albo Nyks hreh. 🙁 I znając moje szczęście to opiekunem mojego pokoju będzie Afrodyta. Opiekuna dają losowo. Podobno wyciągają obozowiczów około 22 nad jezioro i ustawiają według domków, potem wracasz z pokojem do pawilonu ale po drodze spotykasz wyrocznię delficką a po drodze wszędzie coś jęczy i szeleści. Nie no dzięki na pewno ktoś się wyrżnie o konar albo coś i będzie pisk. 

Dziewczynka_Zza_Szafy, która jest zbyt zbzikowana na punkcie obozu herosów w Kulce i właśnie zabrała pomysł Comette.

h