Małe info dziennikowe – 26.06.2021

Tak, ja piszę to po ciszy nocnej nie zabijajcie mnie. Dokładnie jest 23.20 a jedna z nas się jeszcze myje. No i jedna czeka na łazienkę wolną. 

No więc w dzisiejszym opisie dnia mojej grupy jest jakiś błąd, ponieważ grupą ma opis obozy Harry’ego Pottera a naszego dnia nie ma. Ja jeszcze jak opiszę cały dzień tutaj ⬇️

Przyjechałam o 12 i w pokoju była tylko Weronika, która poznałam rok temu na tym obozie. O 16 przyjechały jeszcze Aga, Iza i Mary (Marysia). W grupie mam 18 osób – ja, Wera, Iza, Aga, Mary, Sal (dokładniej Isal chyba coś takiego), fielotowowłosa której imienia nie pamiętam bo ma trudne, Tymon i nie pamiętam większości imion. Mieliśmy interakcję, graliśmy w PifPaf i Linę jakąśtam. Zapoznaliśmy się z regulaminem oraz mieliśmy apel rozpoczynający kolonie z udziałem dyrektorki ośrodka i całą kadra ośrodka. Następnie chętni że wszystkich obozów (echem chętnie byli tylko herosi echem) mogli tańczyć z ciocią Demeter. Tańczyliśmy Skrzypka, Kowbojkę, Belgijkę, Chocolate, tak zwany Taniec Minionków i Przyszybconego Skrzypka. Niektórzy zostali potańczyć sobie luźno do jakiejś muzyczki. O 21.30 rozpoczęliśmy wyprawę do wyrocznia delfuckiej aby poznać nasza przyszłość i patrona grupy.  Najpierw Apollo grający na gitarze kazał nam śpiewać w tym samym czasie. Tylko 3 osoby znały tekst ale udało się. Dzięki jego wskazówkom, poszliśmy w stronę jeziora. Spotkaliśmy panią, która powiedziała, że jest uwieziona w Tartarze I musi zbierać szyszki, która się rozsypują. Google twierdzi, że to Tyche. No więc zebraliśmy dla niej 120 szyszek i poszliśmy dalej. Kazłą nam je jeszcze rozrzucić i to było smutne. Idąc usłyszeliśmy leżącego na ziemi Posejdona. Skarżył się, że Zeus wyciągnął go z wody. Wykonaliśmy jego misję z nie małą przyjemnością. Wzięliśmy duże magiczne wiadro Posejdona, napełniliśmy wodą po brzegi. I wylaliśmy ją na niego 🙂 . Już przy bramie na plażę, czekał na nas Ares, smutny Ares. Powiedział, że “uśmiech jest kluczem do sukcesu”. Skoro my wszyscy byliśmy w dobrym chumorze, to on musiał się uśmiechnąć. Próbowaliśmy z żartami i zrobiliśmy z nim selfie ale się nie uśmiechnął. Wtedy narzekał, że inni bogowie go obrażają. No więc jakże mądra ja postanowiła trzasnąć sucharem. “Wiesz dlaczego zostaej patronem amazonek? Because you’re amazing!” No ale nic nie powiedział i się odwrócił, to też było smutne. Ale inni się uśmiali i mnie bronili, że to dobre było. Ja królowa sucharó. Powiedział nam, żebyśmy powiedzieli mu jeden wielki komplement a przejdziemy dalej. Powiedzieliśmy “jesteś najpotężniejszym bogiem”, Zeusie nie zabijaj nas. W jeziorze stałą wyrocznia. Dowiedzieliśmy się, że będziemy wiedzieć jak wykonać swoje przeznaczenie. Nasza patronką została Artemida. Potem było spanko.

Miłe cośki, śmieszne cośki: Jak jadłam obiad to Sal wbił i powiedział, że mam ładne pasemka różowe, na kolacji powiedział, że mam fajna bluzę z obozu herosów. Weronika i kilka innych starszych z tamtego roku mnie poznało. Super się tanczyło