Kroniki Naur. Ostatni płomień – Prolog

UWAGA UWAGA – ZANIM PRZECZYTASZ – WAŻNA INFORMACJA!

Niniejszy tekst został napisany około rok temu i kiedyś pojawił się już na stronię samequizy.pl, do której nie mam już z pewnych przyczyn dostępu, i nic tam nie piszę. W każdym razie, możecie wpisać tytuł tego opowiadania i wyskoczy wam. Zobaczcie datę i dowiecie się, że nie ściągnęłam od Dziewczynki Zza Szafy. Ona też nie widziała mojego “dzieła”, po prostu to dziwny przypadek. To tyle, miłego czytania.

Prolog 

 

Kiedy Sonea rozrastała się, Stwórca postanowił podzielić ją na królestwa. Jednym z wielu było królestwo Naur. Panowało nim Pięciu Władców, zrodzeni z żywiołów. Najstarszy z rodzeństwa, Dean, panował nad ziemią. Był najbardziej opanowany z całej piątki. Stąpał twardo po ziemi i był realistą. Jego młodszą siostrą była Eten, zrodzona z wody. Jej rozwaga i spokój były godne naśladowania. Niekiedy jednak tak się denerwowała, że wszyscy mieli ochotę zwalić ją z tronu. 

— Że co?! Ron, to nie prawda! Mam to pokazać Władcom? — krzyknęła Emilia na młodszego brata 

— Jak to nieprawda? Pan Gabriel tak mówił — wzruszył niewinnie ramionami.  

— Pan Gabriel? On ma złe stosunki z Władczynią Wody — westchnęła jego siostra.  

Nie mógł się z nią nie zgodzić. Znowu miała racje. Dziewczyna wróciła do sprzątania sieni. Chłopak ponowił pisanie wypracowania na historię. Skreślił zdanie, porządnie je zamazał i kontynuował.  

Niekiedy jednak się denerwowała, ale nie zmieniało to faktu, że była jedną z najspokojniejszych kobiet na świecie. Jej przeciwieństwem był Ean, Władca Ognia. Jego porywczość i agresja nie były zbytnio pochwalane, ale jego duch walki wszystko wynagradzał. Najmłodszą siostrą była Va. Była zmienna jak wiatr, ale za to wiecznie optymistyczna. Niestety nikt nie doceniał Ainora, Jego Wysokości. Nie posiadał żadnej mocy. Przez jego walkę o sprawiedliwość, królewstwo podzielono na pięć części: Wane (Eten), Einor (Ean), Waver (Dean), Yion (Va) i Casja (Ainor). Ainor to najlepszy władca i to on powinien panować. Stwórca przydzielił każdemu Pięciu Magów. Tak właśnie ludność została podzielona. Każdy otrzymał znamię. Jest ono swego rodzaju paszportem.  

Ron postanowił spytać, dlaczego uciekli z Einoru. Czemu nagle cały jego ród zmienił miejsce zamieszkania, porzucając Władce Ognia, zapewniającego bezpieczeństwo? Dlaczego? Tak właściwie, próbował się tego dowiedzieć od zawsze, ale nigdy nie był wystarczająco “dorosły”. 

—  Em, powiesz mi w końcu czy nie? Kiedy będzie ten dzień? Mam już piętnaście qunów— oznajmił rozgniewany.  

— Robię to dla twojego dobra — odparła. —  W końcu sam zrozumiesz.  

— Jesteś ode mnie starsza zaledwie o qun — wywrócił oczami.  

— I o trzy nasy — uśmiechnęła się łobuzersko.  

— No tak, ale…. —  zaczął, lecz siostra go uciszyła.   

— Nie masz jeszcze pełnego znamienia — lekko się zaśmiała. Jej radosne pomarańczowe oczy i te brązowe włosy, wreszcie legalnie rozwiązane. Miała na sobie czerwoną suknie z złotym wykończeniem. Wyglądała jak…jak Królowa. Nic dziwnego, że sam syn Władcy Ognia był jej narzeczonym. Póki co jednak wiodła życie jako gospodyni w małym domu, gdzie mieszkali razem. On miał włosy do ramion, związane w ciasnego koka. Nie mógł się doczekać, gdy będzie w wieku siostry i będzie mógł je ściąć. Miał na sobie czerwoną bluzkę z czarnymi rękawami i również jego słynne czarne spodnie z niezmywalną plamą krwi, którą otrzymał podczas pierwszej walki.  

Chłopak westchnął i wrócił do pisania. 

*** 

Mirai odbiegła na bok. Czarnowłosy był silnym przeciwnikiem. Dziewczyna ogarnęła kosmyk czarnych włosów z oczu i poprawiła kucyk. Spojrzała przenikliwie czerwonymi oczami na chłopaka. Biegł z drugiej strony. Chciała znów uciec, ale nie mogła pokazać, że się boi. Chwyciła miecz i zaczęła biec na niego. “Raz się żyje”, pomyślała, zanim ostrze spotkało jego szyi. Quan się uchylił, w efekcie uderzyła w powietrze.   

Quan! – warknęła. – Prawie ciebie dorwałam!  

– Może i takale, PRAWIE – zaznaczył. – To wielka różnica, nie sądzisz?  

– Ty… – zaczęła, ale poczuła jak coś ją podnosi do góry. To Wielki Mag, Zuno, używał swojej Magii, aby ją podnieść. Skrzyżowała ręce i ponuro spojrzała na chłopaka.   

Mirai z rodziny Walecznego Płomienia, co to ma być? Pamiętaj, że jesteś tu tylko dlatego, iż jeden z uczniów zmarł podczas treningu – usłyszała gruby męski głos.  

– Tak jest, Wielki Magu – odparła posłusznie. W głębi duszy już myślała, jak następnym razem przyłożyć Quan’owi. Wreszcie poczuła grunt pod stopami. Odetchnęła. W ciszy się odwróciła i podniosła prawą rękę, krzyżując palce. Był to znak, swego rodzaju hołd dla Naur. Można nazwać to salutowaniem. 

– Wracaj do twojego pokoju – rozkazał mężczyzna w długim czarnym płaszczu. – W imię Naur 

– W imię Naur! – krzyknęła. Spiorunowała przeciwnika spojrzeniem a on się uśmiechnął. Zrezygnowana postanowiła się przebrać w suio. To był idealny strój codzienny. Zdjęła swój czerwony strój do walki. Miał czarne paski a składał się z sukienki do kolan z pomarańczowymi spodniami. Czy był praktyczny – ponoć tak.  

W końcu stała w pomarańczowej tunice do kostek. Nie lubiła sukienek, ale Władca Ognia zażyczył sobie, żeby każda dziewczyna w jego państwie miała sukienki. Usiadła na swoim łóżku, tym razem białym. Zdziwiona zauważyła na nim list. Wzięła go do ręki i zaczęła czytać.  

Proszę, to ważne!  

Szukają ciebie! Odkryli sekret z przeszłości! Myślano, że jest tylko jeden, ale jest trzech! Jesteś jednym z nich! Uciekaj, póki możesz, bo koniec Einoru jest bliski! Uciekaj jak najszybciej możesz!  

~ Twój pomocnik  

Nagle usłyszała huk. Wystraszona rozejrzała się. Usłyszała głos:  

– Przyszedłem po ciebie, Mirai.  
   

*** 

Ahen usłyszał krzyki. Nie obchodziły go. Właśnie wykonał jedną z wielu misji powierzonych mu przez Ainora. Ściskał w dłoniach jedną, zwykłą monetę. To ją musiał przynieś Władcy. Otarł pot z czoła i wbiegł do pałacu. Poprawił lekko białą zbroję i odruchowo dotknął krótkich blond włosów. Znalazł salę, w której na niego czekał.  

– Panie…mam…mam to – wyjąkał, otwierając drzwi.   

– Doskonale, Ahen – odparł mężczyzna. Nikt nie wiedział jak wyglądał, był otoczony białą poświatą, jakby był dosłownie światłem.   

– Jeśli mogę spytać…to po co Panu ta moneta? – spytał ostrożnie.  

– Dlatego, żeby poćwiczyć twoje umiejętności – powiedział Ainor 

– Naprawdę? Nareszcie? Nadszedł ten dzień? – zaczął dopytywać zaciekawiony.  

– Owszem, Ahen – wydawało się, że Władca uśmiechnął się szeroko. – Przywołaj to.  

Chłopak zamknął oczy i zaczął myśleć o wszystkich złych rzeczach, których ma dość. O matce. O śmierci ojca. O wszystkim. Czuł ciepło w jego dłoni i po chwili otworzył oczy. W jego dłoni leżała paląca się czerwonym ogniem moneta. Zrobił tak jak uczył go Ainor. Rzucił przedmiotem o podłogę. Cała podłoga tliła się ogniem. Gdyby nie to, że on miał nad tym władzę, uciekałby. Ale to on panował. On był Panem Ognia. To znaczy, tak myślał. Wyciągnął rękę i zwinął ogień w kłębek. Następnie wchłonął go w dłonie i zadowolony uśmiechnął się.  

– Gratulacje, Ahen. Zdałeś egzamin

Dziękuje serdecznie za uwagę i wiem, że jest trochę tajemniczo, ale o to chodziło. I chaotycznie, ale kiedyś tak pisałam, a jednak wydaje mi się, że prolog jest mniej więcej okej. I przepraszam za okładkę, ale taka mi została po samych quizach, kiedyś zmienię, a i czcionka jest inna bo skopiowałam z Worda.

Comette, która polubiła nektar aż za bardzo